łyk powietrza


...wyjeżdżam...
Tak... to niezwykłe marzenie nareszcie się spełnia. Wyjeżdżam. Na semestralne studia do Moskwy. Ponad 2000 km od ukochanego Taty, kotów i psa... i JEGO.

Ambiwalentne uczucia spowiły moją głowę niczym mgła, która niesie się nocą po polach.
Cieszę się - poznam nowe miejsca, nowych ludzi, jadę w nieznane z kochanymi moimi waflami - Agafką i kachą. Zasmakuję kultury, obcego języka, który tak atawistycznie kocham. Usamodzielnię i uniezależnię się ciut bardziej.
Smucę się - nie będzie Kostka, który co rano budził mnie miauczeniem i siadał na głowie, bym w końcu wstała i go nakarmiła. Tata zostanie sam i będzie musiał radzić sobie ze zwierzęcą sforą i z codziennymi obowiązkami w domu.
Martwię się...

I ON - TEN, który mnie tuli do siebie od 4 lat nieustannie i tak samo płomiennie, jak tej pierwszej wspólnej nocy. TEN, który rzuci wszystko, by w chwili, gdy mój świat się wali, być przy mnie i wspierać. TEN, który rozśmiesza i dostarcza wrażeń. TEN, bez którego życie jest po prostu szare i bez smaku.
ON tu - ja tam...

Czasami ogarnia mnie strach przed tą wielką wyprawą. I to okropne osamotnienie, które złamałaby Mama... poczuciem humoru, dobrym słowem.

Tak... tonę we mgle uczuć ambiwalentnych...

by *tchnienie nocy...* 2008-02-24 15:43:49 skomentuj (0)
...żałoba...
Siedzę i płaczę... tak po prostu. Czytam mój blog i nie mogę powstrzymać tego słonego ciepła.

Człowiek bywa niesamowicie bezpieczny w swoim małym świecie. I nawet nie podejrzewa, kiedy - w jednej chwili - ten jego mały szczęśliwy świat odwróci się do góry nogami albo... runie.
Mamy niezwykłą zdolność podnoszenia się, odbijania z dna otchłani wszelakich.

Obiecałam sobie, że tego nie zrobię... że nie wyleję żali na papier elektroniczny. Bo to wszystko dzieje się między mną a Bogiem, między mną a Nią.

Pół roku temu straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Nie odeszła, nie zostawiła mnie, nie przegrała żadnej walki, nie zdała się na Wolę Bożą. Po prostu umarła.

A ja zostałam sama z tym czarnym jak śmierć kotem, z szufladą przepisów, z popsutą lodówką i pralką, ze zdjęciami i pamiątkami po Niej. Jak cień podąża za mną bolesny wzrok ludzi: "jaka ona podobna!".

Przed sobą widzę tylko mrok. Ocean wyrzutów, koszmarnych obrazów, słabości i wszystkiego, co w człowieku złe, ciągnie się po sam horyzont.

Nocami nie mogę spać, zalewam się łzami i sama siebie karzę za głupotę, brak dojrzałości, naiwność. A ślepi ludzie mówią mi, że świetnie sobie radzę.
Bo co niedziela piekę ciasto? Bo sprzątam sama całe mieszkanie? Bo zajmuję się kotami i psem? Bo nie noszę czarnych rzeczy? Bo śmieję się z opowiedzianych dowcipów?

Nie wierzcie temu, co widzicie. Zamknijcie te wasze niezawodne oczy i wsłuchajcie się w pustę, która ze mnie zieje. Sercem zobaczcie lodowate, nieruchome oczy. Usłyszcie głuchy krzyk żalu.

Jestem w żałobie. Zmarła mi mama.

by *tchnienie nocy...* 2007-10-28 20:15:55 skomentuj (1)
...zdmuchnęłam kurz ze starej Księgi Życia...
...czyli na Święta odwiedziłam moj własny blog, którego (wydawało mi się) nikt nie czyta... a jednak znajdują się nieliczni-odważni ;)

W ten wyjątkowy dzień w roku, jakim jest Wigilia, czuję, że oddycham... Czuję, że jestem Panią Świata... że mogę zrobić wszystko, że dziś Świat leży u moich stóp...

Wstałam radosna, uśmiechnięta, cała otulona ciepłem... To ludzie sprawiają, że czuję się szczęśliwa. To dzięki nim jestem wyjątkową osobą. Dzięki nim mogę dawać dobro, dawać siebie...

To dziwne, ale wszystko się tak jakoś ładnie ułożyło... Mój związek z Piotrkiem, studia, stypendium... Gdybyście znali mnie jeszcze 2 lata temu, nie uwierzylibyście, że spotkało mnie to wszystko. Dziasiaj wiem, że jestem innym człowiekiem. Inaczej patrzę na Świat- chcę go smakować, dotykać, czuć i pochłaniać garściami...

...i wiem o tym dopiero dziś, kiedy Dziadek Mróz otacza przyrodę swoim mroźnym oddechem, a ja oglądam wspólne zdjęcia z wakacji w Turcji.

Dlatego dziękuję, że Los obdarza mnie wszystkim, co skrywa w swych kieszeniach, że pozwala mi żyć pełnią życia, doceniać to, co mam. Dziękuję za jego cierpkie nauczki i słodki nektar rozkoszy, za słone łzy samotności, niezrozumienia i za uśmiech, który wywołują Jego żarty.

Za Niego dziękuję.

I proszę o zdrowie dla nas wszystkich, o chwile słodkiego wypoczynku dla taty i o beztroskę dla mamy. O powodzenie na studiach, o zdane egzaminy. O kolejne wspaniałe wakacje razem. I żebyśmy mogli w końcu zamieszkać w tym moim mieszkanku :)

Życzę Wam, żeby te Święta były magiczne, niepowtarzalne, zielone, grzybowe i karpiowate... Żeby pod choinką znalazły się wymarzone prezenty i żeby Wasze podarki sprawiły radość innym... Żeby w ten czas był przy Was ktoś, z kim będziecie mogli podzielić się opłatkiem... I żebyście się wybawili na zabawach sylwestrowych za Stary i Nowy Rok!!

Z najlepszymi świąteczno-noworocznymi życzeniami...
dla Was...
...ja...

by *tchnienie nocy...* 2005-12-24 15:25:43 skomentuj (1)
Gripex i -10 za oknem...
Generalnie z natchnieniem, bez natchnienia... Jak człowiek chory, to ma dużo czasu na myślenie.

Jakieś okrutne grypsko mnie dopadło. A ja łażę na uczelnię, na WF, na infę gdzieś na drugi koniec miasta (kto tak idiotycznie umieścił Instytut Fizyki??!!) i samopoczucia mi to nie poprawia. Wyglądam fatalnie i fatalnie się czuję, mój mózg niczego nie przyswaja... może jedynie fakt, że gile zaczynają mi się wylewać z uszu...

No ale tak mniej obrzydliwie... Zaczął się drugi semestr. A ja odnoszę wrażenie, jakby wszystko zaczynało się od nowa. Połowa przedmiotów jest nowa, nowi wykładowcy, nowe wymagania, nowy materiał... A wszystkiego 2 razy więcej i 2 razy trudniejsze... Dochodzi problem fakultetów, na które albo nie można się zapisać, albo się one nie tworzą, a punktów brakuje... I bądź tu uniwersalnym studentem!!
A ja w tym bezgranicznym chaosie jestem chora, co sprawia, że wszystko wydaje się być większe, groźniejsze, trudniejsze do przeskoczenia.
Jak byłam ambitna w poprzednim semestrze i chapałam prawie same czwóreczki, to teraz marzę jedynie o zalce, żeby mieć już z głowy. To dopiero drugi tydzień, a ja nie wiem za co się zabrać, już mi się robią zaległości, bo odkładam... no i dodatkowo przez chorobę.
Czy tylko ja popadam w taką uczelnianą paranoję?? Czy to mój Wydział?? Bo u mnie ludzie z roku tak samo jak ja załamują ręce (i inne członki, jeśli posiadają :)).

No ale moja życiowa zasada "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni" nadal się sprawdza. Stram się cieszyć małymi rzeczami, choćby tym, że dzisiaj (pamiętajmy, że jestem chora, a mój mózg to jedna wielka papka) na praktycznej babcia Lena o coś mnie tam zapytała znienacka, a ja odpowiedziałam. W czym tkwi sedno? Poczułam język. Nie tłumaczyłam sobie z polskiego na rosyjski. Po prostu powiedziałam. I coraz częściej miewam takie olśnienia i coraz bardziej czuję, że dokonuję prawidłowych wyborów w życiu. I to takie moje małe szczęście.

Mamy z Piotrkiem wspólne marzenie. I wierci nam ono dziurę w brzuchu coraz bardziej. Prawdą jest, że brak nam środków, aby to marzenie spełnić, ale chyba podświadomie... malutkimi kroczkami dążymy do jego urzeczywistnienia. I to jest fajne. Bo już nam 10 miesiąc idzie razem, a my nadal świetnie siebie rozumiemy i po prostu lubimy być ze sobą. Żadnych skomplikowanych uczuć, zawsze prawda.
Oj nie, nie zawsze jest sielanka :) Czasem ja się na niego pruję, bo już taka jestem, bo mam zły dzień, bo się akurat nawinął... Ale on potrafi mi dać kopa w dupę i ściągnąć na ziemię z tych brudnoszarych chmur gniewu o nic i o wszystko.

Tak to z nami- ludźmi- jest. Bardzo często widzimy albo białe, albo czarne. A gdzie ta tęcza?? Chyba śnieg i zimno panujące na dworze przysłoniło tę odrobinę "wiosennego" ciepła.

Przez tą chorobę robię się sentymentalna. Za dużo rozmyślam. O takich głupotkach, które nie zaprzątają na codzień moich myśli. A może jest odwrotnie?? A może nasze życie składa się z błahostek, szczególików i "drobnych"??
Ja, w każdym bądź razie, nie umiem się w tym odnaleźć. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała.

Tak kończy się ta notka... o wszystkim i o niczym...

by *tchnienie nocy...* 2005-03-02 23:20:29 skomentuj (0)
Choinka na śmietniku...
Z góry przepraszam za tak długą przerwę!!
U mnie dużo się dzieje- normalka. Jestem w trakcie sesji, nie mam czasu na nic. Wyczekuję końca... kiedy nareszcie będziemy mogli wyjechać z Piotrkiem i odpocząć od tego zabójczego tempa, jakie narzuca nam życie.
Generalnie- co u mnie... Ja to jestem wiedźma jakaś :D Zdałam w końcu prawko (to dopiero był fart, ale należało mi się za poprzednie udupianie ;)), w indeksie same 4, 4+ i 5 ;) Wciąż i niezmiennie jestem z Piotrkiem.
Zakochana, uśmiechnięta, szczęśliwa - po prostu ja :)
Nie martwcie się, jak tylko skończę egzaminy napiszę dłuższą notkę- co się wydarzyło od Świąt.
...bo wiem, że zaglądacie :) Z ciekawości, bo lubicie, bo czekacie...

...po prostu czuję...

by *tchnienie nocy...* 2005-01-27 20:15:54 skomentuj (4)
Gdzie się podział biały puch...?
Przychodzi taki czas w roku, kiedy każdy z Nas siada przed rozświetloną blaskiem lampek, pachnącą choinką, patrzy na prezenty leżące pod nią, słucha kolęd i zamyśla się na chwilę... Kolejny rok. Kolejne Święta. Jak wiele rzeczy się zmieniło, a ile pozostało stałych, niezmiennych... Wspomnienia niczym slajdy przelatują Nam przed oczyma. Na myśl o jednych uśmiechamy się, o drugich- krzywimy i szybko "zmieniamy slajd".

Siedzę przed tą śliczną choinką i oglądam swój film. Powoli dociera do mnie, że pewien rozdział w życiu się skończył, drugi zaczął. Jedni poszli swoją drogą, do przodu, drudzy zostali gdzieś w tyle. Dla mnie to był ciężki rok. Dużo pracy, wysiłku, bólu i łez. Ale także radości, sukcesów...

Z tych przykrych rzeczy- straciłam bardzo bliską mi osobę, przeżyłam ogromny szok i załamanie na studiach, nie do końca jestem zadowolona z siebie i z tego jaka jestem...
A z dobrych- jestem z kimś już bardzo długo, z kimś, kto zawsze jest mi podporą, kto zna mnie jak nikt inny, pomaga, pociesza, czasem denerwuje ;) Dobrze mi idzie na studiach, na dzień dzisiejszy mam wszystkie kolokwia pozaliczane i to na dobre oceny (wypłakałam się, wypłakałam, ale opłacało się :)), w domu wszyscy zdrowi...

Postanowienie noworoczne?? Będę częściej się uśmiechać, mniej przejmować, pracować nad sobą i swoim życiem, częściej rozmawiać z ludźmi i być dla nich miła (śmiejcie się Ci, którzy znacie mój ostry język i krytyczne usposobienie!! :)).

Miałam sen o końcu Świata. Spadająca Gwiazda, niepokój wyczuwalny w powietrzu, Magda w krótkich, brązowych włosach jeżdżąca na rowerze i czerwone, pełne kółko... Staliśmy przed klatką, Piotrek złapał mnie za rękę i uciekliśmy do domu. Szepnęłam tylko, żebyśmy sprawdzili pogodę, bo niebo jest jakieś... niepokojące.
Może to dobra wróżba na Nowy Rok, może dziś przemówią do mnie moje zwierzaki (jeden Zwierzak na pewno :P), może ludzie wybaczą mi moje błędy i może ja ludziom wybaczę...

Zatrzymajcie się dziś na chwilę, oderwijcie od smażenia karpia czy pakowania prezentów, popatrzcie wgłąb siebie i zastanówcie się nad sobą. Uściskajcie dziś każdego zwierzaczka, uśmiechnijcie do każdej napotkanej osoby, złóżcie najszczersze życzenia osobom Wam bliskim, bo za rok może już ich przy Was nie być. Powiedzcie tej JEDYNEJ osobie, że ją kochacie, a nie zakładajcie, że ona o tym wie.
Ja dziś zadzwoniłam do babci i usłyszałam te cudowne słowa, a teraz siedzę i popłakuję, że kolejną Wigilię nie mogę jej uściskać...
Bądźcie dziś dobrzy, weseli, uśmiechnięci!!

Życzę Wam cudownych, magicznych Świąt Bożego Narodzenia!! :)

by *tchnienie nocy...* 2004-12-24 15:41:47 skomentuj (5)
Myśli waniliowe z odrobiną mięty...
Czasem zdarza się taka noc, gdy nie wiesz gdzie wylądujesz rano... My znaleźlibyśmy się prawie nad morzem... Na szczęście (lub nie) w porę się opamiętaliśmy :)))

Zaczyna się niewinnie, bo od spotkania na mieście... Później pierwszy pub, drugi... W końcu w większym gronie ląduje się na dyskotece... Zabawa cały czas świetna. Powodów do śmiechu jest mnóstwo... Pan "Pidżama", laseczka w białych rękawiczka, jakaś (mało sprecyzowana) wizja DJa. W końcu wychodzimy we dwoje- objęci, ciasno do siebie przytuleni. Zaopatrzenie w pobliskim sklepie i na piechtę przez całe miasto do Niego... Wtedy rozmawia się o wszystkim, tworzy się w powietrzu niezwykła więź, której nie ma w żadnym innym miejscu, w żadnym innym czasie... Człowiek obnaża się do granic możliwości i lubieżnie się przy tym uśmiecha... Bo taki stan jest po prostu przyjemny...
Liczy się przystanki, kłóci o pierdółki, ale tak pozytywnie, śmieje z żarcików i półsłówek, żali...
Dochodzimy do jego bloku, wchodzimy na górę, rodzice śpią. Robimy jedzenie i gdy tylko kładziemy się na łóżku odczuwamy zmęczenie... Idziemy spać na tę godzinkę czy dwie- przytuleni, ciepli, z obowiązkowym "dobranoc". Rano wymykam się zanim mama uraczy mnie śniadaniem. Wciąż trwa ten przyjemny stan obnażenia...

Wracaliśmy dzisiaj od dentysty... Wpatrywałam się w niego i karmiłam zmysły... To jest wszystko i nic... Cały jego urok gdy patrzy w dal i skupia się na drodze, albo jak zagląda mi w zęby... I to uczucie, że my już "na zawsze"...

To jest jedna z tych nielicznych sfer mojego życia, w której jestem całkowicie spełniona. Nie chcę zapeszać, ale może i na uczelni się ułoży... Co nie zmienia faktu, że nadal jestem w tyle i siedzę godzinami nad książkami, czyli "nie ma lekko". Ale powoli myślę o rosyjskich słowach, rosyjskim zapisie, wiem już co to enklityka i proklityka, więc chyba nie jest ze mną aż tak źle :)
Mimo wszystko wielkie oparcie mam w rodzicach... którzy przyłażą w nocy i słuchają mnie, tulą i mają tą wewnętrzną świadomość, że wszystko się ułoży...

I ja w to wierzę. Bo jakby nie było, to jestem kotem i zawsze spadnę na cztery łapy. Jak pociągną za ogon to podrapię... (kurde, już się pokłóciłam z dwiema wykładowczyniami, w tym z kierownikiem katedry... :P) Jak ktoś będzie dla mnie dobry, to i ja przyjdę i dam się pogłaskać...

Cytując badzo mądrą piosenkę rosyjską (nie zrobię wam tego i przetłumaczę :)): "Powoli minuty odchodzą w dal, spotkania z nimi już nie czekaj. I chociaż jest nam trochę żal, lepiej, rzecz jasna, do przodu."

Zatem... "do przodu".

by *tchnienie nocy...* 2004-11-15 23:50:55 skomentuj (3)
       I gwiazdy w nieznajomą uciekną krainę…

 







1875121








Łyk powietrza...
Wynurzam się z oceanu niepewności.
Jedna wiadoma.
Łyk powietrza...

Świat widzę za mgłą...
Rozpoznaję kształty.
Gdzieś w oddali słyszę głosy.
Ratuj mnie Boże...
Znów tonę...




*Ofelia*
Ach, długo jeszcze poleżę
w szklanej wodzie, w sieci wodorostów,
zanim nareszcie uwierzę,
że mnie nie kochano, po prostu.

Maria Pawlikowska- Jasnorzewska


Serce otworzyła... kobieta...

*tchnienie nocy, czyli ktoś bardzo znajomy...*